Miesiek dla WOŚPu – Aukcja dla chorych dzieci

W Polsce mamy dużo organizacji typu non-profit, które w swoim statucie deklarują pomoc chorym dzieciom. Jak w wielu miejscach na świecie benefity związane z prowadzeniem fundacji są znaczne, zatem istnieje duża grupa fundacji słupów służących do „wyciągania” pieniędzy od darczyńców. Taki stan rzeczy powoduje zniszczenie wizerunku dobroczynności fundacji, a co za tym idzie darczyńcy wątpią w to, że fundusze, które przekazali rzeczywiście trafiają do najuboższych i najbardziej porzebujących. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy pozostawia świadectwo swoich zbiórek np. poprzez zakup sprzętu medycznego i oklejenie go logo organizacji lub opisaniu go w odpowiednio widoczny sposób. Dzięki takiemu rozwiązaniu darczyńcy mogą spać spokojnie. A naklejki o których wspominałam zamieszczam poniżej wraz z oznakowaniem sprzętu.

wosp-logo-177834

PC095072

źródło: http://wosp.kwidzyn.pl/2015/01/14/kwidzyn-wykaz-sprzetu-przekazanego-przez-wosp/

Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy raz w roku organizuje wydarzenie podczas któego wolonatriusze chodzą i zbierają pieniążki do specjalnie oznaokwanych puszek. W zamian za kwestę otrzymują naklejkę z logo WOŚP. W tym samym czasie prowadzone są aukcje na allegro.pl z których dochód przeznaczany jest na WOŚP. Na licytacjach można znaleźć przedmioty pochodzące od celebrytów, sportowców lub ludzi którzy posiadają coś cennego i chcą zasilić Orkiestrę wylicytowaną kwotą.

Po tym długim wstępie dotarliśmy do mojego uczestnictwa w wydarzeniu. Otóż, zgłosiłam się do udziału w licytacji, na aukcję postanowiłam uszyć mój Misiowy kombinezon z linku poniżej.

-> http://torridesign.com/onesie/

Jeśli chcielibyście wspomóc WOŚP i dołączyć do licytacji przedmiotu, poniżej zamieszczam link.

http://aukcje.wosp.org.pl/kombinezon-pluszowy-w-misie-od-torridesign-i2665397

Krótka historia Kombinezonu z przygodami.

Nie byłoby to moje życie, gdyby wszystko nie zaczęło się sypać. Najpierw podjęłam decyzje o wykonaniu Miśka na aukcje a potem zaczęłam się zastanawiać czy mam wogóle jeszcze ten materiał. Jak się okazało – nie posiadałam nawet metra tkaniny. Ci którzy mnie znają, wiedzą o mojej sile determinacji i uporu. Odwiedziłam wszystkie znane mi i nowo poznane sklepy z tkaninami, komisy, hurtownie oraz outlety i sklepy z resztkami. I nic! Nie zamierzałam się poddawać. Moim następnym punktem był Internet. Zgadnijcie co tym razem… Materiał został wyprzedany w kolorze pomarańczowym. Był dostępny jedynie w ciemno granatowym. Niestety stało to w sprzeczności z moją wizją. Wteczas mój narzeczony wpadł na pomysł, aby skorzystać z mediów społecznościowych. Pewna kobieta poinformowała mnie, że jest on dostępny we Wrocławiu (269 km) od Krakowa. Zapytałam ją czy mogłaby kupić ten materiał i wysłać go do mnie, po czym zwróciłabym jej pieniążki. Zgodziła się – był to czwartek. Postanowiłam poczekać do soboty, gdyż nie dostałam ani paczki ani wieści od niej. Wiecie co dostałam w odpowiedzi? „Myślę, że powinnaś zamówić u źródła.” … Buzowała we mnie agresja. Ale nawet ten fakt nie spowodował tego, że chciałam odpuścić.

Jakiś czas temu odwiedzając Tarnowskie Góry (123 km) w sklepie z tkaninami widziałam ten materiał. Było to ponad 2 lata temu, ale postanowiłam spróbować. W internecie znalazłam numer telefonu, wykręciłam i urocza Pani uratowała mi nadzieję. Materiał czekał na mnie na półce sklepowej. Tego samego dnia byłam już w sklepie i kupiłam 4 metry polaru jak na zdjęciu na poniżej.

IMG_9015a-logo

Tak właściwie potrzebowałam tylko ok. 2/3 tego co kupiłam, ale kiedy wyjeżdżałam do Tarnowskich Gór moja babcia powiedziała mi żebym kupiła więcej materiału – na wszelki wypadek. Kiedy Pani kroiła materiał byłam tak podekscytowana, że zaczęłam rozglądać się po sklepie i nie zwróciłam uwagi czy dobrze liczy…. Kiedy wróciłam do domu, rozwinęłam tkaninę i …. miała skazę na długości 70 cm wzdłuż!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! W tym momencie zaczęłam się zastanawiać czy jestem objęta jakąś klątwą czy po prostu Bóg mnie testuje. Był to pierwszy raz kiedy prawie się poddałam. Kiedy obudziałam się następnego dnia, przypomniałam sobie co mi babcia kazała zrobić. Dzięki babciu! Kiedy powróciłam do projektu byłam pewna, że najgorsze mam za sobą i nic mnie nie powstrzyma przed dotrzymaniem słowa.

Po skrojeniu wzoru, zszyciu wszystkiego poza kapturem, wszyciu zamka, coś niespodziewanego się stało …. Żarówka pękła. Nie wiem jak to się stało i dlaczego, ale był wtedy Pierwszy Dzień Świąt, wszędzie było ciemno – wszystkie sklepy były zamknięte tego dnia i następnego. Byłam zmuszona do korzystania z latarki. Jak nie trudno sobie wyobrazić, było to raczej bardzo niewygodne. Po 4 godzinach gimnastyki ukończyłam super prosty kaptur.

Ostatnią rzeczą, którą musiałam zrobić było doszycie kaptura do reszty, wykonanie uszu i doszycie ich do kaptura. Nie było to zbyt proste, zwłaszcza przy takiej gimnastyce, więc grzecznie poczekałam 2 dni aby zakupić żarówkę. Jako osoba przezorna kupiłam od razu trzy. Niestety nie mogłam ich sprawdzić w sklepie, gdyż nie mieli tam maszyn do szycia. Kiedy wróciłam do domu okazało się, że jedna jest zepsuta, druga skręcona i przez to niemożliwa do zamontowania. Trzecia również była skręcona, więc pozostało mi tylko modlić się aby zadziałała. Ufff… Działa.

Po wszyciu kaptura do reszty pozostało tylko wykonać uszy. Zrobiłam 5 par i żadna z nich nie była nawet bliska moim oczekiwaniom…. KLĄTWA…. Musiałabym być głupia aby porzucić projekt na finiszu. Zrobiłam 6-tą parę i okazała się być idealna. Następnego dnia wysłałam ją w paczce do siedziby WOŚP.

Teraz gdy już znacie historię tego kombinezonu, zapraszam do licytacji w linku poniżej. Na świecie są tylko dwie takie sztuki – w jednej właśnie siedzę pisząc tego posta :-)

http://aukcje.wosp.org.pl/kombinezon-pluszowy-w-misie-od-torridesign-i2665397

Torri